Pan Roman Kroczak przez blisko 40 lat był motorniczym! Obchodzi setne urodziny
„Ja sam się dziwię, że jeszcze chodzę po tym świecie” – mówi z uśmiechem Pan Roman Kroczak, który 11 kwietnia 2025 roku obchodzi swoje setne urodziny. Jego historia to nie tylko osobista opowieść, to także opowieść o Polsce, Wrocławiu, o normalnym człowieku, który w nadzwyczajnych czasach pozostał wierny wartościom: rodzinie, pracy, Bogu i uczciwości.
Pan Roman urodził się w 1925 roku we Lwowie. Miał dwóch braci. Już jego dzieciństwo było naznaczone trudnymi doświadczeniami. Matka pana Romana bowiem zmarła sześć miesięcy po trzecim porodzie – miał wówczas 6 lat. Jego ojciec ożenił się po raz drugi.
Do szkoły we Lwowie początkowo nie chodził, bo była za daleko, a nie miał odpowiednich butów. Później udało się załatwić podwózkę. Jak wspomina, nie został prawie dopuszczony do komunii, bo nie miał ubrania.
„Ale ksiądz był ludzki. Przymknął oko i dopuścił. Pamiętam ten dzień do dziś” – mówi Pan Roman, uśmiechając się.
Wybuch II wojny światowej zastał Pana Romana, gdy miał 14 lat. W czasie okupacji pracował fizycznie, m.in. przy przemyśle zbrojeniowym Niemców.
Życie we Wrocławiu i praca w MPK
Po wojnie Lwów stał się częścią ZSRR. Pan Roman wraz z rodziną został zmuszony do ewakuacji. Pierwszym przystankiem był Żarów na Dolnym Śląsku, a potem Wrocław, gdzie pan Roman osiedlił się na stałe.
„Weszli Rosjanie, kazali się wynosić, no i tyle. Musieliśmy się ewakuować. Bracia byli tu, więc postanowiłem przyjechać do Wrocławia” – wspomina o trudnym czasie po wojnie.
Historia emerytowanego już seniora z MPK Wrocław zaczęła się dość przypadkowo. Po wojnie, szukając pracy, zapytał wujka, który już pracował w MPK, czy nie szukają kogoś.
„Pracy szukałem. Wujek był już w MPK. Mówił: ‘Idź, spróbuj’. No i poszedłem. I tak już zostałem prawie 40 lat” – wspomina.
Pan Roman zaczynał pracę jako konduktor, a potem został motorniczym, prowadząc m.in. linie 0, 3 i 6. Od razu otrzymał płaszcz, a pod spodem baranie futro i buty filcowe. Dzięki temu było mu nieco cieplej. A temperatura zimą spadała wówczas nawet do – 35 stopni mrozu. Pan Roman wspomina też, że gdy było tak zimno, to podczas dłuższego postoju, dyrektor jego przynosił mu ciepłe napoje w termosie. Pamięta również, jak wyglądał wtedy Wrocław.
„Po wojnie miasto było pełne gruzów. Chodziłem pieszo do pracy. W tramwajach brakowało szyb, a ludzie wkładali w nie dykty, żeby się ogrzać” – wspomina trudne warunki pracy w tamtych czasach.
Gdy kończył pracę, szedł odgruzowywać miasto – m.in. ul. Legnicką i Krzyki.
Dzisiaj, każdy pracownik mógłby brać przykład z pana Romana. Nadal posiada stary, archiwalny odcinek wypłaty i odznakę MPK z 1946 r. Przez cały okres pracy nie miał ani jednego wypadku z własnej winy. Podkreśla też, że nie zdarzyło mu się nigdy spóźnić do pracy. Zawsze dbał też o swoich pasażerów.
„Miałem swoich stałych pasażerów. Jak się spóźniali i biegli, to chwilę czekałem. Ale tylko na przystanku – nigdy poza nim!” – mówi.
Wspomina też, jak w 1980 roku dołączył do strajkujących pracowników MPK i brał udział we mszy świętej przy ul. Grabiszyńskiej, gdzie wówczas mieściła się zajezdnia autobusowa.
Rodzina i dom – serce życia Pana Romana
Pan Roman w 1947 roku ożenił się z Franciszką, na którą wszyscy mówili Stasia. Razem wychowali pięcioro dzieci. Małżonka zmarła 7 lat temu, dożyła 94 lat. Dzisiaj senior oprócz piątki dzieci, ma jeszcze jedenaścioro wnucząt i dziewiętnaścioro prawnucząt.
„Chciałem, żeby moje dzieci miały lepsze życie niż ja. Po to pracowałem – żeby mogły się uczyć” – mówi i dodaje, że przez wiele lat pracował po 300 godzin miesięcznie, aby zapewnić rodzinie przyszłość.
I tak też się stało. Wszystkie dzieci pana Romana mają wyższe wykształcenie.
Dzisiaj 100 – latek mieszka ze swoją córką, jej mężem i 4-letnią wnuczką Helenką przy ul. Baczyńskiego we Wrocławiu. Córka wspomina, jak z radością patrzy na ojca, który mimo 100 lat pełen jest energii. Spędza każdą wolną chwilę w ogródku przy domu. Sadzi m.in. pomidory, ogórki, rzodkiewki. Ma specjalną dietę: dwa razy w tygodniu je rybę, dwa razy w tygodniu mięso, dodatkowo dużo warzyw i nabiału. Nie je smażonych rzeczy.
Zachował również pasję do komunikacji miejskiej. Ze względu na swój wiek, nie jeździ już zbyt często, ale zdarza się. Rok temu jechał z wnuczką Helenką tramwajem. Do dzisiaj jest zafascynowany tym, jak pojazdy się zmieniają, bo pamięta przecież jak wyglądały od razu po wojnie. W swojej okolicy, jak już, jeździ autobusem.
Jak przyznaje jedna z córek pana Romana, gdy ten wsiada do tramwaju dzisiaj, za każdym razem staje przy kabinie motorniczego i patrzy z ciekawością na całą elektronikę pojazdu. Uważa, że dzisiejsze tramwaje są fantastyczne.
„Te dzisiejsze tramwaje? Luksus! Ja to pamiętam takie, że śnieg mi wlatywał do kabiny - mówi z uśmiechem.
A czy dzisiaj chciałby poprowadzić tramwaj?
„Tak, oczywiście z czyjąś pomocą, bez pasażerów, kawałek, na którejś z zajezdni. Najlepiej 105” – mówi nam w tajemnicy.
Życie pana Romana jest dowodem na to, że cierpliwość, pracowitość i wiara mogą prowadzić do długiego, pełnego życia. Pan Roman Kroczak kończy 100 lat, ale jego historia nadal trwa. Z każdym dniem pozostaje niezmiennie inspirujący dla swojej rodziny i bliskich. No i dla nas też.